Artykuł o roznoszeniu jedzenia – nie tylko lekarzom – w czasach koronawirusa.

Zainspirowany jest artykułem na Onecie na temat roznoszenia jedzenia ludziom starszym.

Artykuł nie podaje rodzaju jedzenia. Wiadomo tylko, że w jedzeniu nie ma kalmarów:

W samej kuchni też każdego dnia coś się zmienia. W „Syrenim Śpiewie” do tej pory sprzedażowym hitem były panierowane kalmary. Właściciele uznali, że seniorom niekoniecznie przypadłyby one do gustu. Na czas akcji z menu zostały wycofane.

Pracownicy restauracji mieli w zwyczaju sprzedaż zwłok pomordowanych kalmanów, ale na czas koronawirusa zaprzestali tego, bo “seniorom niekoniecznie przypadłyby one do gustu”.

Nic mi nie wiadomo o nienawiści wśród seniorów do kalmarów. Dlaczego seniorzy mieliby jeść kalmary? Moim zdaniem decyzja o zaprzestaniu dodawania zwłok kalmarów do jedzenia była słuszna.

Nie podoba mi się tylko uzasadnienie. “Niekoniecznie przypadłyby do gustu”? Co to znaczy? Komu mądremu zwłoki tragicznie zmarłych zwierząt “przypadają do gustu”?

Jedzenie wegetariańskie?

Artykuł ani nie potwierdza, ani nie zaprzecza, że obecnie roznoszone posiłki są wegetariańskie.

Nie zakładam, że – po usunięciu kalmarów z jadłospisu – pracownicy wciąż wykorzystują zwierzęce zwłoki. Tak samo jak nie zakładam, że jeśli jakiś artykuł nie pisze o kimś, że nie gwałci dzieci, to znaczy że je gwałci.

Nie chcę oskarżać kogoś o mordowanie zwierząt, jeżeli nie mam potwierdzenia. O posiłkach wiadomo tylko tyle, że są jednakowe:

Teraz skupiamy się na wygospodarowaniu miejsca i czasu, by móc przygotowywać aż tyle jednakowych posiłków naraz. Zwłaszcza że z każdym dniem jest ich coraz więcej – mówi Hubert.

Wiadomo jeszcze, że nie ma kanapek z mięsem:

Ostatnio nasze kanapki zamieniliśmy na owsiankę. To był taki naturalny progres. A wśród podwieczorków największym uznaniem i popularnością cieszy się obecnie mus jabłkowy z cynamomen – opowiada Hubert Karsz.

Finansowanie

Akcja, która zainspirowała mnie do napisania tego artykułu, jest dobrze finansowana. Cytat z artykułu:

Równocześnie właściciele „Grupy Warszawa” ruszyli z internetową zbiórką pieniędzy. Po tygodniu wpłaty przekroczyły 100 tys. zł.

Oraz:

Każda wpłata o równowartości 25 zł pokrywa koszt produkcji jednego zestawu posiłków, w tym pracę kucharzy i innych osób. Daje też szansę na dalsze trwanie akcji.

Jeżeli mają po 25 zł na jeden zestaw posiłków (100 tysięcy złotych w sumie), to chyba stać ich na zrobienie porządnego posiłku, nie zawierającego zwłok zwierząt żadnego gatunku, nie tylko kalmarów.

Jedzenie z McDonald’s

Czytałem też o akcji dostarczania jedzenia z McDonald’s lekarzom.

Czy w porządku jest dostarczanie lekarzom nie zamówionego jedzenia zawierającego zwłoki?

Być może jest. Jeśli lekarze faktycznie nie mają innego posiłku, być może muszą jeść jedzenie śmieciowe. Trudno mi to ocenić. Można jeść mięso kiedy inne jedzenie nie jest dostępne.

Wegańska alternatywa

Znalazłem informację o alternatywnej, ściśle wegańskiej akcji:

Zamawiając posiłek dla siebie dodaj do koszyka dodatkowo pozycję obiad dla lekarza. Gdy któryś ze szpitali się do nas odezwie to przekażemy im Twój obiad. Będziemy co jakiś czas udostępniać fotki z akcji.

Za 15 złotych od Ciebie lekarz otrzyma: Ryż, curry z menu, pappadam, pakory (czyli nasz indyjski zestaw z menu) lub danie z woka.

Można zamawiać same posiłki dla lekarzy i opłacać je online za pomocą PayPala.

Akcja nie zebrała 100 tysięcy złotych. Nie mają reklamy na Onecie.

Podsumowanie

Nie rozumiem dlaczego koronawirus inspiruje ludzi do roznoszenia innym zwłok tragicznie zmarłych – pomordowanych – zwierząt. Czy ktoś próbuje obrazić ludzi, przynosząc im mięso?

Być może gdybym sam był na kwarantannie, albo gdybym pracował w szpitalu, sam musiałbym to jeść.

Akcje roznoszące mięso – albo nie informujące w mediach o tym czy ich potrawy zawierają zwłoki – mają się dobrze i są dobrze finansowane.

Alternatywna wegańska akcja zgodnie z informacjami podanymi na stronie rozdała do tej pory 91 posiłków po 15 zł, czyli zebrała 1365 zł.

Współczuję ludziom na kwarantannie oraz lekarzom. Jeśli są objęci jakąś akcją nieodpłatnego roznoszenia jedzenia, nie mogą zdecydować czy to jedzenie będzie zawierało zwierzęce ciała.

Uważam, że trudno być wegetarianinem kiedy jedzenie wegetariańskie jest trudno dostępne, a ludzie wykorzystują koronawirusa jako okazję do promowania okrucieństwa wobec zwierząt.